Pielęgnacji, jak alfabetu trzeba się nauczyć

Strona główna/Aktualności/Pielęgnacji, jak alfabetu trzeba się nauczyć

Wiele razy się przekonywałam, że właściwa pielęgnacja nie polega na stosowaniu NAJdroższego kremu czy niezliczonej liczby produktów, ale na wypracowaniu przemyślanej strategii. W pielęgnacji liczy się celny wybór i dopasowanie do potrzeb. Takie oto osobiste przekonanie stało się moją koncepcją zawodową.

Nie lubię funkcjonującego od dawien dawna określania rodzaju cery, czyli podziału na skórę suchą, normalną, tłustą i mieszaną. Na szczęście odchodzi on do lamusa, a już na pewno w moim Gabinecie. Nie lubiłam go za nijakość i brak precyzyjności, za ogólnikowość i brak indywidualnego podejścia do skóry.

Uwarunkowania środowiskowe, stres, czynniki pokarmowe, praca w klimatyzowanych pomieszczeniach, ale również pomyłki i błędy pielęgnacyjne spowodowały, że pojawiły się nowe schorzenia dermatologiczne i nowe rodzaje cery, np. nadreaktywna, wrażliwa, a nawet ultrawrażliwa. Nie przesadzam. Są takie.

Gesty pielęgnacyjnej miłości 

Odkąd tylko pamiętam, wolałam koncentrować się na problematyce=problemie cery. Jeśli była przesuszona, to tak ją określałam, jeśli wymagała czyszczenia, to była dla mnie zanieczyszczona, jeśli wykazywała oznaki podrażnienia, to wymagała ukojenia itd. Skupiałam się na zagadnieniach pielęgnacyjnych cery, sprostaniu jej potrzeb, rozwiązywaniu zawiłych niekiedy problemów pielęgnacyjnych niż na samym suchym, lakonicznym kwalifikowaniu skóry.

Za każdym razem, kiedy oceniam daną cerę, pamiętam o tym, żeby zamiast przyczepiać jej odpowiednią etykietkę, spojrzeć na jej rzeczywiste problemy: przesuszenie, wrażliwość itd. Uzmysławiam sobie przy tym, że każda z nich potrzebuje nawilżania, wzmacniania, odżywiania, miłości i że każdą można przesuszyć, uwrażliwić, zanieczyścić czy pozbawić witalnej energii…

Gdy skóra rzuca wyzwanie 

Tak się dzieje, że ze skórą suchą i wrażliwą większość osób obchodzi się delikatnie, zaś tłustą uważa się za nie do zdarcia. Serio! Gdy diagnozuję skórę przed zabiegiem i podczas wywiadu kosmetycznego dowiaduję się, że dana osoba ma problemy z nadmiernym wydzielaniem łoju i wrażliwością cery, zaś zapytana o pielęgnację domową wymienia kilka preparatów do mycia twarzy, demakijażu, przemywania (czyli preparaty „odtłuszczające” ), już czuję niepokój. Z kolei, kiedy podpytuję o kremy nawilżające i pielęgnacyjne, najczęściej dowiaduję się, że praktycznie skóra nie jest nawilżana. Najczęściej słyszę opowieści o tym, że dana osoba kiedyś miała krem nawilżający, ale jej nie służył, zaś jedyny, który systematycznie stosuje, to krem normalizujący. Wówczas jedyne, co mi przychodzi do głowy, to myśl, że jest to typowy błąd pielęgnacyjny doprowadzający do podrażnienia przeczulonej skóry.

Myślę sobie wtedy: „Kolejny czyścioszek, który pokonał barierę lipidową naskórka”. Związki zasadowe, substancje peelingujące i myjące osłabiają i uszkadzają nasz biologiczny „pancerz” i w konsekwencji prowadzą do odwodnienia naskórka. W takich sytuacjach bardzo ważna jest systematyczność i cierpliwość w uzyskaniu poprawy wyglądu i zdrowia skóry. Należy pamiętać, że efekty nie pojawią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pierwsze oznaki poprawy zauważymy dopiero po kilku dniach, a zupełny komfort poczujemy nawet po kilku tygodniach.

Zalety minimalizmu

Bardzo lubię minimalistyczną pielęgnację, ale z założeniem, że jest logiczna, troskliwa i respektująca wszystkie potrzeby skóry – anatomiczne i fizjologiczne. Ta, którą opisałam powyżej, nie wynika ani z jednego, ani z drugiego. Każda skóra jest inna, będąc jednocześnie taką samą, ma identyczne potrzeby pielęgnacyjne, preferując jednocześnie zupełnie inne menu pielęgnacyjne. Za to wszystko kocham swoją pracę! Z jednej strony niby wszystko jest oczywiste, z drugiej zaś zagadkowe i tajemnicze.

Ewa Wasiak Kosmetyczka Roku
Gabinet Kosmetyczny Łódź Bałuty
ul. Srebrna 33 Tel. 601 891 506


2020-07-01T18:27:25+02:0030/06/2020|Categories: Aktualności|